,

Muzeum Misyjne w Czerwińsku nad Wisłą.

 


Muzeum to mieści się przy czerwińskim sanktuarium, nad samą Wisłą. 


Spacerując po muzealnych salach zastanawialiśmy się ile zwierząt musiało zginąć by stworzyć te eksponaty. Ja na miejscu misjonarzy dobrze bym się zastanowiła czy to brać. Często pewnie było to coś w rodzaju podarku. 









" Podarki " te pochodzą z Afryki czy Ameryki Południowej, bo tam przeważnie przebywają misjonarze z Czerwińska nad Wisłą.. Takich misjonarskich muzeów jest kilka. Jedno z nich mieści się na Świętym Krzyżu. 









 Przykro było patrzeć na te puste skorupy żółwi czy białych krabów. Najbardziej nam się podobały te wszystkie wyplatane rzeczy np. opaski. 





Takie eksponaty z przyjemnością się oglądało nie było smutku, że to są resztki ryb, krabów. Ktoś zapytał się misjonarza czy nie miał strachu przewożąc te eksponaty ,  bo przecież mógł trafić do więzienia gdyby go z tym złapali. Odpowiedział , że nie bo wtedy gdy oni przywozili te eksponaty  nie było bramek,  czy innych rzeczy sprawdzających co przewozisz w bagażu. Powiedział, że było łatwiej przewieźć eksponat niż teraz. 
Share:
Czytaj Dalej
,

Zamek w Łańcucie.

 


To bardziej pałac niż zamek, a jednocześnie jedna z najpiękniejszych magnackich rezydencji. Rezydencję tą otacza unikatowy park w stylu angielskim. 





My swoich samochód zatrzymaliśmy na jednym z niewielkich parkingów w pobliżu zamku. Stamtąd nie spiesząc się udaliśmy się w stronę kas, by zakupić wcześnie zamówione bilety. Do momentu przyjścia przewodnika mogliśmy przysiąść na stojącej nieopodal ławeczce. 




 Łańcucka rezydencja zmieniała się na przestrzeni wieków. Kolejni właściciele dodawali swoje " trzy grosze ". Zmieniała się budowla, zmieniał się też układ pomieszczeń. Ostatnia przebudowa nastąpiła gdy właścicielami zostali Potoccy. To oni nadali rezydencji jej obecny kształt. 





Na łańcuckich komnatach bywali możni ówczesnej  Polski.  Gościem był nawet książę Kentu Jerzy wraz z małżonką i towarzyszącymi im przyjaciółmi. 






Do utrzymania tego ogromnego gmaszyska potrzebna była cała armia ludzi, a także ogromne pieniądze. Umyć tyle okien, na samą myśl robi mi się słabo.  Na łańcuckim zamku gościli także politycy, a nawet koronowane głowy. 





Gdy my zawitaliśmy przed pałac unosił się tu obłędny zapach kwitnących róż. Roznosił się wszem i wobec i ciągnął kilometrami za nami. 

Share:
Czytaj Dalej

Zamek w Będzinie.

 Zamek ten również nazywany jest jurajską twierdzą, chociaż na Jurze nie leży. 




Warownia miała bronić granic przed najazdami husyckich Czechów oraz innych szabrowników. Historia tej budowli sięga jednak IX wieku, kiedy to na tym wzgórzu powstaje gród, kilkukrotnie rozbudowywany. Mury obronne jakie otaczały pierwotną strażnicę miały chronić przed Turkami. Jednak Turcy grodu nigdy nie zdobyli. 






 

Potem zamek trafił w ręce Stanisława z Pogórzyc, który był jego tenutariuszem, czyli czymś w rodzaju dzisiejszego dzierżawcy. Jednak w 1502 roku zostaje on wykupiony z rąk królewskich przez Stanisława Jarockiego starostę sławkowskiego. Gdy starosta sławkowski wykupuje zamek jest on już opuszczoną częściową ruiną. 





 Na terenie zamku dochodzi do pertraktacji strony polskiej z pełnomocnikiem cesarza Rudolfa II, chodzi  o wypuszczenie pojmanego i uwięzionego Maksymiliana Habsburga po bitwie pod Byczyną. 




Skromne progi zamkowe gościły także króla Jana III Sobieskiego wraz z małżonką królową Marysieńką. Nie tylko Sobieski odwiedził zamek był tu również August II Mocny, czy Stanisław August Poniatowski. Potem zamek zmieniał właścicieli jak " rękawiczki ", ostatnimi byli Mieroszewscy, którzy wcale niedbali o zamek przez co popadał on w coraz większą ruinę. I byłby nią do dziś , gdyby nie postanowiono go zrekonstruować i w zrekonstruowanym zamku umieścić będzińskie muzeum.  



Granicą między ówczesną Polską a Czechami była rzeka Czarna Przemsza i przy jej brzegach powstawały strażnice broniące szlaków handlowych czy to lądowych czy to rzecznych. 

Share:
Czytaj Dalej